· Nicości... ·

- Kim jesteś?
- Tobą.
- Nie możesz być mną... Nie może być dwóch takich samych ja...
- Jestem Tobą. Cząstką Ciebie. Twoim człowieczeństwem, a raczej jego resztką. Daj mi wolność, wyrzeknij się mnie.
-Czemu miałabym się Ciebie wyrzec?
- Sama wiesz to najlepiej więc po co się pytasz? Ty już nigdy nie wócisz do swojego starego życia. Nie jesteś już tym czym byłaś. Ja... żadnen rodzaj cżłowieczeństwa nie może być, nie może znajdować się w "czymś" czym Ty jesteś. Daj mi wolność, nie jest Ci potrzebne człowieczeństwo.
- NIE! Nie moge oddać czegoś co sprawia że jestem człowiekiem... Nawet jeśli nie mam przyszłowści w swoim życiu mam ją w marzeniach. Nie pozwole odejść temu co sprawia że mam tą przyszłość...
- Nie masz już swojej starej przyszłości, teraz o tym jak spędzisz resztkę swojego nie-życia decyduje tylko to ile dusz sprowadzisz do Umarłego Królestwa, ile istnień pozbawisz ostatniego tchu, tylko to...
- Nie obudzę się. Zostane tutaj... w swoich marzeniach, zostane w swoim śnie do końca. Jeśli miałoby go nie być... będę śniła w nieskończoność. Wieczność stanie się moim ukojeniem.
- Nie masz prawa decydować o sobie. Ostatnią i pierwszą prawdziwą decyzją którą podjełaś o sobie i swoim ciele, były słowa które sprawiły że teraz jestes tym czym jesteś.
- Dlaczego kłamiesz? Dlaczego chcesz mnie pozbaić resztek mojego "ja"?
- Nie musze robić nic żeby Cię tego pozbawić, Ty już to straciłaś. Nie kłamie, nie mam takiej potrzeby, jesli Ty mnie nie wypuścisz, nie uwolnisz, to zgine w Tobie, ale będzie to brdziej bolesne. Wybór należy do Ciebie. Życzenia trzeba wypowiadać ostrożnie. To co pozornie jest nie do spełnienia staję się idealne jako cel jedynego i najważniejszego życzenia. Zwłaszcza jeśli to życzenie pomorze przywrócić równowage między tym a tamtym światem. W takim wypadku życzenie zostaje bezwarunkowo spełnione. Pamiętaj oni nie dadzą Ci teraz spokoju...
Śmierć przyszła... 2005-08-14 16:48:00
skomentuj (2)
††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††
· Coś się kończy coś się zaczyna ·

Dziewczyna obudziła się... leżała przy oknie a delikatne światło słońca padąło na Jej twarz, nie piekło ale zdawało się niechętnie patrzeć na tą delikatną twarz. Jakby to co się stało w nocy wywarło na tej planecie jakąś reakcje dotykającą swoimi promieniami ludzi, a może postać znajdująca się przy oknie nie była już człowiekiem?
Dziewczyna wstała i pobiegła do łazinki... spojrzała w lustro, to co ujrzała... Jej odbicie nie było już takie samo jak wczoraj. Teraz z lustra patrzyła na nią zupełnie inna osoba, blada cera, oczy bez źrenic jakby samo białko i znak... ten charakterystyczny znak który widziała wczoraj. Ankh który zawsze reprezentował życie tu stał się przedstawicielem śmierci.
- Co ten kot mi zrobił? Czemu? - z Jej oczu popłyneły łzy, chłodne, wręcz lodowate... ale ona nie czuła bólu, nic nie czuła. Jej sece powinien rozrywać ból smutek, ale ona nie czuła nic, zupełnie jakby umarła. - Przeciez ja teog nie chciałam, dlaczego mi to zrobił? - ciało dziewczyny obsuneło się po ścianie zatrzymując się na podłodze.
- Zapomniałaś już wczorajszą noc? Prosiłaś... nie Ty błagałaś i Twoje błagania zostały wysłuchane, teraz możesz spełnić swoje życznie, zgłębić to co tak bardoz chciałaś poznać - głos który usłyszała zdawał się dochodzić zewsząd i znikąd, nie znała go.
- Kim jesteś? Gdzie jesteś? Czego odemnie chcesz? - Głos dziewczyny stał się mętny.
- Jestem tym co chcesz zgłębić. Tu gdzie jestem sama będziesz. Czego od Ciebie chce pytasz? Jesteś Przewoźniczką, Posłańcem, Niosącą Śmierć... chce byś spełniła powierzone Ci zadanie... tylko tyle.
- Jakie zadanie? - Pani Dusz nerwowo błądziła wzrokiem po pomieszczeniu szukając źródła dzwięku ale nic nie znalazła... głos również nie odezwał się po raz trzeci...
"Czego Wy odemnie chcecie?" pomyślała dziewczyna i zapadła w sen, w swego rodzaju trans, w coś pośredniego między snem a jawą. Odtąd nigdy nie miała zaznać odpoczynku...
Śmierć przyszła... 2005-05-08 01:35:52
skomentuj (0)
††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††
· Początek... ·


Dziewczyna podeszła do okna przez któr wpadało delikatne światło księżyca. "Czemu to musiało przytrafić się mnie? Dlaczego wszystki bliskie mi osoby muszą ginąć bez wyraźnej przyczyny? Ot tka... poprostu bo ktoś sobie ubzudurał..." Postać usiadła na parapecie i spojrzała się w księżyc.
- Jesteś taki piekny, zimny, niewzruszony, zawsze odchodzi a później wracasz... i tak w nieskączoność, przez wieczność. Czemu ludzie nie mogą wracać w ten sposób? Czemu śmierć jest końcem? - pytała samą siebie. - Chce zgłębic takemnice śmierci. Chce wiedziec dlaczego!!! Słyszysz?!? CHCE WIEDZIEĆ!!!
Dziwczyna usłyszała kroki pod oknem, wychyliła się ale pięć pięter niżej panowała niemącone cisza przerwana przed chwilą jej krzykiem... ale już było jak dawniej, spokojnie, cicho.
- Moge da Ci to czego pragniesz... - usłyszała za plecami, odwróciła sie i ujrzała... kota. Zwykłego kota... a może nie takiego zwykłego. Jego oczy były białe a na czole widniał znak. Znała go... Ankh... egipski krzyż życia, ale tu symbolizował co innego, był odwrócony... śmierć.
- Czego chcesz? - spytała przerażona.
- A czego Ty chcesz? Ja chce teog samego. Twoje pragnienie wyzwoli mnie od mojej misji. Więc jeśli nadal chcesz tego co przed chwilą to zgadzamy się ze sobą.
- Ale ja nie chce umierać.
- Nikt nie mówil że umrzesz... ty tylko zostaniesz Przewoźnikiem umarłych, Panią Dusz zabierającą je ze śmiertelnego świata, poznasz tajemnice śmierci, ujrzysz coś co nie było dane do zobaczenia zwykłemu śmiertelnikowi, zaspokoisz swój głód.
- Ale ja... nie chce...
- Przykro mi... wypowiedziałaś życznie, księżyc postanowił spełnić Twą prośbe więc przygotuj się na zostanie nastepczynią...
Księżyc stał sie purpurowy... świat zalała barwa krwi. Dziewczyna odwróciła się zaintrygowana tym dziwnym zjawiskiem. Nagle poczuła dłoń na ramieniu i cichy głos - Śpij słodko, obudź się i zakosztuj nowego życia... od teraz jesteś Panią Dusz, sługą Królowej i wrogiem śmiertelnych... żyj po co by zabijać.
Dziewczyna straciła przytomność...
Śmierć przyszła... 2005-04-02 19:19:36
skomentuj (4)
††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††
· Zaczynamy... ·


Maiste siedziała w swojej komnacie zastanawiając się kiedy na świat przyjdzie następczyni bądź następca Eydryth. Miała również cichą nadzieje że nowe wcielenie pojawi sie szybko... cóż znaczyło Jej królestwo bez dusz, a dusz nie będzie póki nie przyjdzie po nie Śmierć. "Następca musi pojawić się jak najszybciej" pomyślała. Postać odwróciła się i wyszła z komnaty.
Maiste kierowała się w strone Umarłych Bram, wejścia do Jej wspaniałej krainy potępionych.
- Irdyth! - zawołała stając przy jednej z wystkich kolumn zbudowanej z kości.
- Słucham... - Czarny zwierz wydawał się wychodzić z Ziemi, jego wielkie białe ślepia jażyły się mrocznym światłem. Oczy te były zgubą dla nieuważnych, ściągały ofiare niczym świtło nadzieji na końcu tunelu a w rzeczywistości doprowadzały do śmierci.
- Udaj się do nicości i znajdź tam dawnego towarzysza Eydryth... niech zjawi się w mojej komnacie. Mam dla niego misje...
- Oczywiście pani... jak sobie życzysz... - piekielny stwór znowu zlał się z Ziemią.
- Mam nadzieje że tym razem zrobisz to co Ci każe - dodała cicho pani Umarłych i udała się spowrotem do swojej komnaty. - Obyś zrobił to co Ci każe... - dodała szeptem.
***
"Czy ona mysli że jestem na każde jej zawołanie? Idź tam, zrób to... jestem strażnikiem Umarłych Bram! Istotą wpuszczającą potepione dusze do ich królestwa! Przeklętym strażnikiem Świata Umarłych a nie chłopcem na posyłki!" Irdyth od zawsze przeciwstawiał się wydawanym mu rozkazom. Jedyną czynnością którą chciał wykoywać było pilnowanie wejścia do Świata Umarłych a nawe to mu odbierano. Notorycznie wysyłano Go na różnorodne misje. Wszystko wskazywało na to że chcą mu odebrac należne mu miejsce. ALe on na to nie pozwoli... o nie, nie teraz gdy cel był tak blisko...
***
Królowa Umarłych poraz kolejny dzisiejszego wieczoru zasiadła w fotlu i skierowała wzrok na gładką powierzchnie kuli czarnej niczym najciemniejsz noc.
- Ujawnij to co niedostrzegalne... pokaż Nicość i daj przebyć jej nieskączona głębie...
Wewnątrz kuli zaczeło tlić się bladoniebieskie światełko które z każdą sekundą rosło obejmując swoimi promieniami całą komnate ale nie rozświetlając panująceog w niej mroku. Po kilku sekundach wewnątrz kuli ukazał sie wysłannik Maiste...
- Śpisz się dobrze Irdyth... inaczej marny czeka Cie los... - na twarzy kobiety zakościł nikły uśmieszek - los gorszy niz sama śmierć.
Komnate wypełnił złowrogi smiech...
Śmierć przyszła... 2005-03-25 00:37:57
skomentuj (8)
††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††